Klamerkowy przypominacz i obraz malowany gąbką

Czy zawsze na ścianie musi wisieć korkowa tablica? Niby nie musi, ale czym ją zastąpić? A co powiesz na kawałek deseczki z klamerkami, w dziobki których wsadzisz kartkę z numerem telefonu, plan lekcji, listę zakupów albo karteczkę z przypomnieniem, że za dwa dni są urodziny cioci? Nawet jeśli nie masz czasu na jej wykonanie, mogą to za Ciebie zrobić dzieci. Wystarczą drewniane klamerki, deska dowolnej długości oraz farby. Mogą być nawet plakatówki. Deseczki i klamerki malujemy z uwzględnieniem boków. Kiedy farba wyschnie, klamerki przyklejamy do deseczki klejem wikolowym albo Magikiem. Nie miałam możliwości zawieszenia drewienek na haczykach, ale guma Blue-Tack okazała się wystarczająca dla ciężaru naszych przypominaczy. Sami zobaczcie jak się prezentują.

17190724_1594452913902798_5764473963406197659_n

17190514_1594445473903542_6524183679558246010_n

17190388_1594450883903001_7589082934729152413_n

17155957_1594452490569507_3550461476639341677_n

17155555_1594451243902965_4691163390529084528_n

17155500_1594450490569707_4124468913396584251_n

17155734_1594452100569546_1648584527258909998_n

Do drugiego zadania potrzebne nam były blejtramy. Można spróbować na kartce bloku technicznego, ale na płótnie efekt prezentuje się dostojniej. Za pomocą taśmy malarskiej wyklejamy na blejtramie słowo, które chcemy mieć na naszym obrazie. To może być imię dziecka, albo słowo wywołujące jakieś pozytywne emocje. Wybrałam ‚love’, bo jest krótkie, ważne i nawet dziecko przedszkolne wie, co ono oznacza. Mogłam napisać je po polsku, ale wtedy robi się trudniej. Im więcej zakrętów z taśmą, tym litery robią się szersze i pojawia się problem jak je upchnąć. To, że wybraliśmy słowo miłość stało się też przyczynkiem do naszej rozmowy o tym, co ono oznacza i co to znaczy kogoś kochać.
Kiedy wyraz był już gotowy, przystąpiliśmy do stemplowania. Moczymy gąbki w farbie i odbijamy na blejtramie. Część dzieci zaczynała malować linie, robiła stempelki w jednym kolorze albo obrysowywała gąbkami litery. W takiej sytuacji prosiłam, by dziecko zamknęło oczy, wzięło gąbeczki do dwóch rąk i dopiero teraz zajęło się malowaniem. Im większy chaos tym lepszy efekt. Gdy farby wyschły, odrywaliśmy taśmę malarską.

17155351_1594444470570309_8336594450056963344_n

16997681_1594446237236799_4210936307413057136_n

17155960_1594448057236617_2892581899382145057_n

17098184_1594448247236598_4147989144971013848_n

16999134_1594448517236571_8792095841650970766_n

16996133_1594451767236246_1527026201962477342_n

17022150_1594449387236484_4298543992027011950_n

16938618_1594449170569839_2842157529203219860_n

17156119_1594443200570436_2470847417194165701_n

17103337_1594443860570370_6793412117410510410_n

Literki 3D z kartonu

Literkę na komodę? Proszę bardzo! Ale zamiast kupować, można prościej, bo zrobić samemu. Wystarczą karton, nożyczki, drukarka i materiał, gazeta lub papier do pakowania prezentów. Zaczynamy od wydrukowania literki, której potrzebujemy. W Wordzie wystarczy wpisać literę, powiększyć ją wielokrotnie i wybrać dla niej prostą czcionkę. Taką literkę należy wydrukować i wyciąć. Następnie dwukrotnie odrysować na kartonie i wyciąć oba egzemplarze. I teraz najważniejsze – jak sprawić, by literka byłą trójwymiarowa? Wytnij z kartonu małe kwadraciki. Ich wielkość dostosuj do szerokości ramion Twojej literki. Kwadracików potrzeba sporo. Należy je przykleić na wszystkich końcach literki i tam, gdzie trzeba ją wzmocnić. W zależności od tego, jak grubą chcesz mieć literę, tyle kwadracików przyklej na siebie. Powstanie wtedy słupek, a w zasadzie kilka słupków, które następnie przykryjesz drugą literką wyciętą z kartonu. Upewnij się, że po sklejeniu literka stoi i się nie przewraca. Następnie obklej ją starannie papierem, gazetą lub materiałem.

16998011_1588105897870833_2385466715097340670_n

16864706_1588106247870798_6312775573196957258_n

16864874_1588110274537062_2651638193786146498_n

17022033_1588113384536751_2249550802900554041_n

16997660_1588107397870683_16908464423370399_n

16864108_1588111517870271_211480978326703976_n

17022266_1588107087870714_8897050126674698359_n

17021396_1588107787870644_7926915254123992980_n

Czy dzieci potrafią namalować martwą naturę?

Wydawać by się mogło, że martwa natura to temat dobry tylko i wyłącznie dla holenderskich impresjonistów albo studentów malarstwa. Wydawać by się mogło, bo pokutuje taki stereotyp, a sami dorośli często nie wiedzą jak się za to zabrać. A szkoda, bo dzieci łapią od razu. Wystarczy wyjaśnić czym jest martwa natura, następnie ułożyć prostą kompozycję składającą się z kilku, kontrastujących ze sobą kolorystycznie, elementów, dać dziecku paletę z farbami, kartkę i do dzieła. A dlaczego i samemu nie stanąć obok, z własnym kawałkiem papieru, pędzelkiem w dłoni i nie spróbować? Skąd w nas przekonanie, że nie umiemy malować? To, że oceniła nas tak jedna osoba absolutnie nic nie znaczy. Także fakt, że być może nie podoba Ci się to, co namalowało czteroletnie dziecko nie jest powodem do tego, by mu powiedzieć „nie potrafisz malować”. Nawet jeśli tak uważasz, postaraj się dostrzec choć jedną rzecz, która w jego pracy jest warta uwagi (dobór kolorów, ładny kształt butelki, uchwycenie wszystkich elementów) i właśnie na niej się skupić. A to zaprocentuje. A najlepiej stań z boku i popatrz, z jakim skupieniem i zaangażowaniem Twoje dziecko pracuje. Po tym, co zobaczysz, nie odważysz się nawet krytykować.

16807281_1580371861977570_993650350771865226_n

16864260_1580368665311223_1474622564156342946_n

16807019_1580370765311013_1522402308028075174_n

16864729_1580369008644522_6378387206296543674_n

16831870_1580371458644277_598273853806877661_n

16830869_1580372208644202_2328757479551668061_n

16804221_1580369758644447_4508790804400878592_o

16807704_1580370325311057_7378628143074089563_n

16681663_1580375301977226_3109100668977394258_n

16865039_1580371688644254_6394321338313481819_n

16830712_1580371261977630_6022461222175082312_n

16836078_1580372938644129_416181259928498227_o

16832391_1580370925310997_7860028022022266837_n

16806945_1580369285311161_7682912437019264755_n

16683809_1580370535311036_2502599628689410982_n

16864489_1580368358644587_8795838586418147309_n

Jak zrobić witraż nie mając szkła?

Ze sklepu plastycznego dotarło do nas pudło, na które czekałam z radością i ekscytacją. W środku były między innymi farby witrażowe. Jednak po fali euforii i zaciekawienia, przyszedł moment na pytanie – skąd wziąć płaskie, oszlifowane kawałki szkła? Nie miałam pomysłu. Biorąc pod uwagę średnią frekwencję na zajęciach potrzebowałabym ich około 20. Dumałam długo, aż w końcu pomyślałam – może butelki po winie? Jednak wizyta w pubie uświadomiła mi, że nie wino jest trunkiem, który najchętniej znika z półek i to nie tych butelek należy szukać pod ladą. Co więc innego? Pojemniki po jogurtach z Biedronki. Pomysł super, ale mieliśmy ich za mało. I w końcu olśnienie – buteleczki przecudnych kształtów i wielkości po… zastrzykach. A w zasadzie po lekach, które później podawane są chorym w formie zastrzyków. Niewielka powierzchnia buteleczki wymaga precyzji malowania ale i umieszczania wzorów na szkle. Jako że farby witrażowe mają bardzo intensywny zapach i trudno je wywabić z ubrań a nawet rąk, ustaliliśmy, że młodsze dzieci będą malowały swoje buteleczki farbami do malowania okien „Window Colour”, natomiast dzieci starsze spróbują pracy z farbą witrażową i konturówką. I jak myślicie, wyszło? No wyszło. I to bajecznie! Gotowe i wyschnięte słoiczki zawiesiłam w oknie, a przechodzące przez nie światło wyeksponowało ich wzory i kolory.

16641038_1580375668643856_4963384053561149240_n

16681708_1580375948643828_5606003431345132078_n

16684009_1568163666531723_6724296987314728937_n

16711585_1568162999865123_6296598970906102594_n

16684380_1568163429865080_6610338908680647760_n

16640732_1568165106531579_4671299956808350853_n

Glina bez pieczenia i baletnica na druciku

Jako że brak u nas pieca ceramicznego, a bardzo chciałam, by dzieci popracowały z materiałem jakim jest glina, sięgnęłam po glinę samoutwardzalną. Wybrałam tę w kolorze białym, pakowaną w kilogramowe opakowania. Z początku bałam się, że będzie zbyt twarda dla malutkich paluszków, jednak moje obawy okazały się bezpodstawne. Każde dziecko, gdy dostało swój kawałeczek, zaopiekowało się nim najczulej jak potrafiło i pod wpływem ciepła, glina stałą się bardziej elastyczna – ale nie lepiąca! – niż plastelina. Zadaniem dzieci było zrobienie miseczki. Każda osoba potrzebowała jednej szklanej miseczki – formy, którą następnie wyściełała rozwałkowanym, odrysowanym i wyciętym kawałkiem gliny o średnicy formy. Dzięki temu uniknęliśmy pęknięć, które pojawiłyby się w przypadku wyklejania miseczki gliną kawałek po kawałku. Gdy glina była już w środku, można było zająć się wycinaniem wzorków, odciskaniem sznurkowych ornamentów i stemplowaniem. Następnie wszystkie formy powędrowały na parapet, na którym spędziły cały weekend. W poniedziałek wyskakiwały z foremek delikatnie podważane nożykiem. Trzeba pamiętać o tym, że wałkując, nie należy robić zbyt cienkiego placka, bo po wyschnięciu glina będzie cieniutka jak pergamin i pęknie przy wyjmowaniu z formy. Tak się stało w przypadku kilku naszych miseczek, stad wniosek, że grubość na pół centymetra powinna być bezpieczna i optymalna. Ozdabianiem zajęliśmy się tydzień później, używając jedynie złotej farby do podkreślenia ornamentów.

16508754_1568159509865472_7855083385841544692_n

16508754_1568162839865139_5175230809158985912_n

16641008_1568162189865204_252085732833153768_n

16508785_1568162539865169_6890520410703558542_n

Jako że zostało nam jeszcze trochę czasu, a większą grupę uczestników stanowiły dziewczynki, zrobiliśmy jeszcze baletnice do zawieszenia w oknie, na lampie lub w innym miejscu. Zadanie jest proste. Najpierw trzeba wykonać szkielet laleczki z drutu, potem, używając rozwarstwionych kawałków chusteczek higienicznych, należy szkielet obkleić, korzystając z kleju z mąki. Taka laleczka wędruje na kaloryfer. W tym czasie należy wykonać jej sukienkę, wycinając dwa koła z bibuły, jedno mniejsze, drugie większe, wewnątrz wycinając malutki otwór. Bibułę należy pognieść, by była bardziej podatna i lepiej się prezentowała. Po kilku minutach laleczka powinna być sucha. Należy więc ubrać ją w sukienkę, przewiązać wstążeczką i przymocować jej nitkę na której będzie wisieć, obracając się wokół siebie.

16602948_1568160143198742_8027763691651037586_n

16711807_1568161599865263_6773546379903779336_n

16640580_1568161836531906_7791498737910192335_n

Jak zrobić maskę karnawałową?

Zima to czas karnawału, bali przebierańców i zabaw kostiumowych. O tym, jak szybko zrobić maskę, mogli przekonać się Ci wszyscy, którzy przyszli na ostatnie zajęcia podczas ferii zimowych. Zanim jednak maski powstały, przenieśliśmy się do Wenecji, gdzie historia maski się zaczyna. Rozmawialiśmy o masce medico della peste, która dzięki długiemu nosowi wypchanemu wewnątrz ziołami i wonnościami, pozwalała medykom zbliżyć się do chorego w czasie zarazy, wytrzymać straszliwy często zapach i – jak uważano – uchronić przed zarażeniem. Dzieci nauczyły się rozróżniać też maski typu comobina, bauta i volto, a następnie zajęły się zaprojektowaniem swojej własnej, niepowtarzalnej colombiny. Zwracałam jednak uwagę na to, bo bazą każdej maski był ciemny kolor, najlepiej czarny, choć fiolet i brąz też spełniły swoją funkcję. Dzięki temu to, czym udekorujemy maskę, będzie dobrze widoczne i właściwie wyeksponowane, a maska będzie elegancka i tajemnicza.

16426115_1557172187630871_2954174589440621843_n

16473129_1557175857630504_3772868988063177296_n

16387050_1557176137630476_5232621872594825188_n

16473024_1557176010963822_7202538973243149870_n

16388226_1557176647630425_2156467066559433016_n

16406506_1557175294297227_559030722208272756_n

16406674_1557183747629715_1907695708984692679_n

16298624_1557182937629796_6971909094006431120_n

16299168_1557171850964238_7356045070096903548_n

Kule dla babci

Nie chodzi ani o kule na mole ani o kule do chodzenia. O jakie więc kule? O pewne przyjemne musujące kule, które można wrzucić do kąpieli. Dla tych, którzy nie mają wanny mam dobrą wiadomość – kule można także włożyć do miski z wodą, w której chcielibyśmy wygrzać zmarznięte stopy. Myślę, że taki prezent będzie dobry nie tylko z okazji Dnia Babci lub Dziadka, ale także na wiele różnych okazji. Wystarczy ładnie zapakować, a resztę zrobi za nas zapach lawendy.

Przepis na kule pochodzi z książki Pani Klaudyny Hebdy „Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu”. Autorka prowadzi także bloga, na którym prawdopodobnie podaje też przepis na owe kule. Ich wykonanie jest banalnie proste. Wszystkie składniki kupiliśmy w naszym maleńkim lokalnym sklepiku na przeciwko. Soda, kwasek, olejek lawendowy. Jedyne pytanie brzmiało – będzie już dobre? (o konsystencji). Manewrowaliśmy tak długo, aż kule się nie rozpadały po dodaniu do nich suszonych kwiatów i wyjęciu gotowych z foremek. Ach tak. Suszone kwiaty. W zimę o nie trudno, więc latem warto o tym pomyśleć siedząc bezczynnie na krawężniku. Jeden płatek do drugiego i uzbiera się cały koszyczek. Na zimowe zachcianki.

16114484_1550676661613757_6762348268573594300_n

16265797_1550678838280206_48465311917120122_n

16266165_1550677194947037_6706815855411843212_n

16114973_1550679851613438_7542292657565205296_n

16298542_1550677821613641_293005218040090401_n

16298950_1550678128280277_8207586975987133221_n

16298795_1550679281613495_1992845227300774620_n

16195023_1550680398280050_7853021328998050422_n

Ekologiczne domki dla lalek z kartonu czyli czym jest reusing

Zaczęłam zbierać pudełka. Pytałam w sklepach, rozsyłałam smsy do znajomych i we wtorek, tuż przed zajęciami, usypaliśmy na podłodze potężny stos kartonów po butach, mrożonkach, herbatach, kremach, żarówkach i innych. Na Śląsku zaczęły się ferie, więc i w Pracowni działo się więcej.

Pewnie nie będę tu wyjątkiem, ale pamiętam z dzieciństwa kartonowy domek, który zrobiła dla moich lalek babcia. Razem z siostrą wisiałyśmy nad babcią wycinającą nożykiem kolejne okienka. Domek miał otwierane drzwi, szyby z folii, karnisz z drutu, firanki, tapety z resztki papieru do pakowania w zajączki i jajka, na podłodze leżał dywanik, na nim mebelki. Od tego dnia babcia stała się dla mnie czarodziejką, która potrafi wszystko.

Żyjemy w czasach, kiedy domek dla lalki można kupić już za kilkadziesiąt złotych. Można wybierać, przebierać. Ale nic nie da dziecku takiej radości, jak stworzenie własnego domku. Może nie będzie on tak piękny i idealny jak ten ze sklepowej półki, ale gwarantuję Wam, że praca nad domkiem zajmie dziecku więcej czasu niż zabawa gotowym produktem. Frajdy jest jeszcze więcej, gdy swoje domki robi więcej osób. Jeden krzyknie: ‚czemu na moim piecu nie ma garnków?!’ i już wszyscy wycinają garnki, inny podpatrzy, że ktoś zrobił laptop, a w tamtym domku jest fajna lampa z koralika i lustro na ścianie… i można tak wymyślać i wymyślać, a nawet doklejać drugi karton, bo w jednym się nie zmieściła łazienka…

Miłego projektowania, Architekci!

16002961_1542539959094094_7471230522401417531_n

16143220_1542538335760923_8965427532825157522_n

15977117_1542544472426976_5828640417483956332_n

15977364_1542544212427002_1088447361774317125_n

16143106_1542543759093714_6217148114179517475_n

16114780_1542548135759943_6224995377437545587_n

16114903_1542545295760227_6875556438993677836_n

16114193_1542542425760514_1174708781234144112_n

16142367_1542543252427098_7083117852982782100_n

16174952_1542544689093621_6005640171280200621_n

16142504_1542539529094137_753987055102646158_n

16002771_1542544042427019_7464251982460872014_n

16114343_1542545959093494_143334329947893143_n

16105814_1542545535760203_7640191448067617690_n

16114062_1542545732426850_6722412502310955279_n

16114700_1542541235760633_8410986190960290437_n

15977299_1542542162427207_3398811831983306897_n

16115048_1542543462427077_7573288915198647801_n

16142537_1542546125760144_2791797178019932764_n

16114952_1542545005760256_2954718173133882827_n

Wieniec z pianek marshmallow (prawie)

Ostatnie zajęcia w starym roku odbyły się dzień przed Wigilią. Mieliśmy gościa, który opowiadał o kraju w którym żyje, czyli Norwegii, kiełbaskach z renifera, łosiach, spacerujących ulicami, a także o pewnym przysmaku Północy, który w skrócie określiłabym ‚zgniła ryba’. Następnie robiliśmy wieńce świąteczne do zawieszenia na drzwi. Były wykonane z pianek, przypominających marshmallow, tyle, że niejadalnych. Wykorzystaliśmy bowiem wypychacz do paczek, który przyniosła kiedyś w wielkim worze jedna z mam z pytaniem, czy miałabym pomysł jak to wykorzystać. Sami wykonaliśmy papierowe kółka, które stały się podstawą wieńców. Owijałam je później ręcznikiem papierowym, by nabrały gładkości. Dzieci pokrywały je z jednej strony taśmą dwustronną, do niej przyklejały pianki. Na końcu tylko przymocowanie sznureczka i czerwono-zielonej kokardki. No i najważniejsze – znalezienie odpowiedniego gwoździa.

pianka3

Pianki

Wieniec12

Wieniec2

Wieniec7

Wieniec10

Wieniec8

Wieniec5

Wieniec3

Wieniec11

Wieniec16

Wieniec14

Wieniec15_Ink_LI